Wystąpienie dotyczące ustawy o zgromadzeniach

Wystąpienie dotyczące ustawy o zgromadzeniach

7 grudnia 2016 r. Sławomir Rybicki zabrał  w Senacie głos w sprawie ustawy o zgromadzeniach.

Poniżej pełna treść wystąpienia. 

Pani Marszałek! Wysoki Senacie!

22 lipca ubiegłego roku Sejm debatował nad nowelizacją ustawy o zgromadzeniach. Jedną z najbardziej dyskutowanych zmian było rozstrzygnięcie, kto ma pierwszeństwo w przypadku zgromadzeń… przemarszów krzyżujących się. Projekt ustawy oddawał ten problem w ręce gminnego negocjatora, a gdyby ten nie doprowadził do porozumienia, prawo do zaplanowanej trasy miał organizator, który wcześniej zgłosił zgromadzenie. Podczas debaty pojawiły się liczne głosy oburzenia, że to nadmierne ograniczenie swobód obywatelskich, że to zamach na demokrację. Cytuję jedną z wypowiedzi: „To powoduje – ta ustawa – że te zgromadzenia nie mogą odbyć się w jednym miejscu i czasie. Naszym zdaniem, zdaniem klubu Prawa i Sprawiedliwości, jest to jednak nadmierna ingerencja w konstytucyjne prawo do zgromadzeń i to na organach państwa, na organach porządku publicznego powinien spoczywać obowiązek zapewnienia w takim przypadku swobody manifestowania”. Wysoka Izbo, te słowa wypowiedział w zeszłym roku prominentny polityk Prawa i Sprawiedliwości……poseł Jacek Sasin. Cóż się stało przez miniony rok, że tak radykalnie zmieniliście zdanie, że zaprzeczacie własnym poglądom wyrażanym podczas licznych dyskursów publicznych?

Pamiętam, jak z żalem broniliście tych wolności, jak prezes Prawa i Sprawiedliwości oburzał się na proponowane rozwiązanie. A więc po co ta ustawa, tak pospiesznie uchwalana z łamaniem wszelkich standardów poprawnej legislacji, bez konsultacji, bez uznania i poszanowania, z pogwałceniem opinii wyrażanych przez najwyższe autorytety prawnicze, Sąd Najwyższy, obecnego tu rzecznika praw obywatelskich, liczne grono organizacji pozarządowych, w istocie wbrew opinii publicznej?

W uzasadnieniu ustawy wnioskodawcy tłumaczą, na czym mają polegać zmiany w konkretnych przepisach, ale słowem nie wspominają, dlaczego mają zostać one wprowadzone, czego lub kogo boi się obóz rządzący i co chce osiągnąć, wprowadzając w istocie antydemokratyczne przepisy.

W ciągu ostatnich kilku dni w toczącej się debacie padło bardzo wiele merytorycznych, z reguły druzgocących dla procedowanej ustawy analiz i opinii, które dają tak naprawdę odpowiedź na stawiane przeze mnie pytania. Niektóre z nich zacytuję.

Opinia Sądu Najwyższego: „Bliższa analiza treści projektu budzi wątpliwości, czy rzeczywistym przedmiotem zamierzonej regulacji nie jest po prostu daleko idące ograniczenie wolności zgromadzeń”. Inna wypowiedź: „Przepisy stanowią świadomą i oczywistą próbę naruszenia ładu konstytucyjnego, a w szczególności art. 2 konstytucji w zakresie wyrażanej w niej zasady państwa prawnego”. I jeszcze opinia, która wprost mówi, że projekt ma wszelkie cechy prawa stanu wojennego… przepraszam, stanu wyjątkowego.

Ja wskażę kilka według mnie oczywistych sprzecznych z ustawą zasadniczą rozwiązań, które proponuje ustawa.

Po pierwsze, łamie ona konstytucyjną gwarancję wolności zgromadzeń.

Po drugie, uprzywilejowuje władzę wobec zwykłych obywateli; przedłożenie ciągle obowiązuje, mimo zgłoszenia poprawek.

Po trzecie, narusza ona zasadę proporcjonalności, tzn. zbyt restrykcyjnie ogranicza prawo zgromadzeń wobec możliwych zagrożeń.

Po czwarte, ustawa uchwalana była w trybie pośpiesznym, żeby nie powiedzieć: w trybie lekko histerycznym.

Po piąte, nieprecyzyjnie formułuje określenia dotyczące miejsca i czasu zgromadzeń.

Po szóste, wprowadza uznaniowość w wydawaniu zezwoleń.

Po siódme, nie ma możliwości skutecznego cywilizowanego odwołania się od decyzji urzędników.

Panie Marszałku, mam wrażenie, że Prawo i Sprawiedliwość ma krótką pamięć. To, co w zeszłorocznej debacie dotyczącej noweli ustawy o zgromadzeniach nazywało wprowadzaniem standardów białoruskich – to są cytaty – ograniczeniem wolności i powrotem do mrocznych czasów PRL, dziś nazywa troską o bezpieczeństwo i porządek w trakcie organizowanych manifestacji. To jest zwykłe mydlenie oczu, żeby nie powiedzieć, że to jest po prostu hipokryzja.

Mam wrażenie, że władza boi się obywateli, boi się społeczeństwa i wprowadza przepisy, których będzie, jak sądzę, używać wtedy, kiedy nastroje społeczne jeszcze bardziej się pogorszą, a pewnie się pogorszą. Wtedy urzędnicy, wojewodowie będą decydować, kto będzie mógł manifestować swoje poglądy, a kto nie będzie mógł tego robić, no bo na razie ustawa wprowadza pierwszeństwo zgromadzeń państwowych.

Ja pamiętam z historii, że władza zawsze znajdowała sposoby, aby ograniczyć podstawowe prawa człowieka wtedy, kiedy łamano standardy demokratyczne w sposób permanentny. Zawsze znajdowała metodę, żeby ograniczyć lub uniemożliwić manifestowanie swoich poglądów. Dzisiaj przypomniałem obecnemu tu panu Borusewiczowi, jak to w 1979 r. w dziewiątą rocznicę wydarzeń grudniowych próbowaliśmy pod bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej złożyć kwiaty i wieńce. I na co wpadła władza, żeby nam to uniemożliwić? Oczywiście poza rewizjami i zatrzymaniami. Proszę państwa, znalazła się metoda. Ustawiła wokół płotu, przy którym dochodziło do manifestacji… Po prostu zatrzymała tam tramwaje, zatrzymała i zaparkowała tramwaje, co spowodowało, że ograniczono miejsce manifestowania.

Takich przykładów można podawać wiele. W 1987 r. do Gdańska przyjechał papież Jan Paweł II, była to długo oczekiwana wizyta. Składał kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców i tysiące gdańszczan chciało wziąć udział w tej uroczystości, żeby towarzyszyć Ojcu Świętemu. Władza wpadła na pomysł i zwiozła z całej północy Polski przebranych, w cywilnych ubraniach, funkcjonariuszy milicji i Służby Bezpieczeństwa. No, znalazła metodę, żeby ograniczyć możliwość wyrażenia poglądów przez gdańszczan oczekujących z takim utęsknieniem Jana Pawła II.

Marszałek Borusewicz pytał, co to za dziwadło te manifestacje cykliczne. No, mogę się uśmiać i powiedzieć, Panie Marszałku, że w PRL taką manifestacją cykliczną był……pochód na 1 maja. Dzisiaj jesteście łaskawsi, bo pozwolicie podejść do takiej cyklicznej manifestacji na 100 m. Wtedy pałowaliście, jak tylko ktoś się pojawił na horyzoncie. Wiemy po własnych doświadczeniach, że to było bolesne.

Ta ustawa wraca duchem i w zakresie części rozwiązań do mrocznych czasów. I mam nadzieję, że prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda skorzysta z okazji, żeby, wetując tę ustawę, zademonstrować swoje przywiązanie do wartości konstytucyjnych. Dziękuję bardzo.

fot. Senat RP